sobota, 16 grudnia 2017

Rozdział 55

Rozdział LV

Dzienniki Jeana Chroniqueura


28 lipca 1855 r. c.d.
Po wysłuchaniu opowieści hrabiny Hayde, musiałem przyznać rację mojej jakże uroczej rozmówczyni. Bo choć nie dowiedziałem się wielu nowych faktów na temat samego hrabiego, to jednak poznałem o wiele lepiej charakter tego jakże niezwykłego człowieka, który tak wiele w swoim życiu zrobił dobrego, a tak wiele złego jemu samemu uczyniono. Wydawało mi się nawet, że człowiek ten nie jest zwykłą istotą ludzką, jakich pełno na tym padole łez. To chyba raczej anioł pod ludzką postacią. O tak! Anioł zemsty i sprawiedliwości jednocześnie. Człowiek okrutny i bezlitosny, a zarazem również miłosierny. Ktoś, kogo wrogiem być się nie powinno, a kogo przyjacielem zostać trudno, choć można liczyć w przyjaźni na prawdziwą lojalność z jego strony.
Miałem jednak wciąż mnóstwo pytań, które ciągle wymagały odpowiedzi. Ciekawiły mnie nie tyle same losy hrabiego Monte Christo, które mógłbym już teraz śmiało opowiedzieć każdemu, kto by mnie o nie zapytał, lecz charakter tegoż jegomościa. Naprawdę zadziwiał mnie on coraz mocniej i mocniej. Im więcej o nim słyszałem, tym większą miałem ochotę rozmówić się z nim osobiście i poznać go lepiej. W mojej głowie kłębiło się wiele pytań, które chciałem mu zadać. Jednak nie miałem pewności, czy on zechce mi na nie odpowiedzieć.
Gdy tak o tym wszystkim rozmyślałem, pojawił się nagle Giovanni Bertuccio z wiadomością, iż hrabia de Monte Christo właśnie powrócił do pałacu i jeżeli pan Chroniqueur nie ma nic przeciwko, to on prosi go do swego gabinetu na rozmowę, której jego gość z całą pewnością oczekuje.
Oczywiście, że taka propozycja bardzo przypadła mi do gustu. Miałem ochotę odbyć rozmowę z panem hrabią de Monte Christo i poznać wreszcie wszystkie koleje jego losu opowiedziane mi przez niego samego. Ogromna nadzieja w moim sercu drzemała, iż poznam dzięki temu historię jednego z najsłynniejszych ludzi na całym świecie, dlatego też postanowiłem skorzystać z okazji, która właśnie mi się nadarzyła.
Wstałem powoli i wziąłem kilka głębokich oddechów. Popatrzyłem na Hayde, która uśmiechała się do mnie zachęcająco, a także na Martę patrzącą na mnie w podobny sposób.
- No idź, najdroższy - powiedziała do mnie zachęcająco Marta - Nie bój się.
- Spokojnie - dodała Hayde - Mój mąż nie gryzie. Zazwyczaj.
To mówiąc obie panie zaśmiały się delikatnie. Ja uczyniłem podobnie, gdyż żart ten był naprawdę zabawny i przy okazji również rozładował napięcie, jakie towarzyszyło całej sytuacji, w jakiej się znalazłem. Ścisnąłem jeszcze dłoń Marty, po czym udałem się do gabinetu hrabiego Monte Christo. Znałem ów gabinet już z wcześniejszej w nim wizyty, tak więc nie muszę go chyba ponownie opisywać. Zrobiłem to raz i to wystarczy.
Wszedłem do środka i spocząłem w fotelu naprzeciwko mojego gospodarza, który to właśnie siedział przy biurku i wpatrywał się we mnie z tajemniczym uśmiechem. Znaczenia tego uśmiechu nie umiałem sobie niestety, w żaden sposób wytłumaczyć. Wyglądał on co najmniej tajemniczo, ale też i niegroźnie, dlatego też nie obawiałem się niczego. Byłem raczej bardzo podekscytowany i trudno mi się chyba dziwić, w końcu bowiem udało mi się osiągnąć coś, na co już od dawna czekałem. Rozmowa z hrabią Monte Christo rozpoczęła się.
- A zatem, drogi panie Chroniqueur - zaczął mówić hrabia de Monte Christo powolnym, chwilami niemalże obojętnym tonem - Jest pan zapewne ciekaw tego, jak dokładnie wyglądały wszystkie koleje mego losu, mam rację?
Uśmiechnąłem się lekko słysząc jego słowa.
- No cóż, drogi panie hrabio... Nie będę udawał, że jest inaczej. Z ust ludzi, z którymi podczas mojej wyprawy rozmawiałem, dowiedziałem się o panu wielu rzeczy, jednak żadna z tych relacji nie jest w stanie zastąpić mi osobistej rozmowy z panem, jestem tego pewien.
Hrabia popatrzył na mnie, uśmiechając się delikatnie.
- Rozumiem pana. Opowieści, które pan dotychczas poznał, posiadają pewne luki dotyczące mojej osoby, nie mówiąc już o tym, że pozostają również kwestie, których poznanie przez pana leży jedynie w mojej gestii.
Popatrzyłem na niego i pokiwałem lekko głową na znak, że całkowicie się z nim zgadzam.
- Panie hrabio... Sam bym tego lepiej nie ujął. Otóż to. Chciałbym wreszcie od pana dowiedzieć się, jakże wyglądało to wszystko, co pana spotkało. Pana punkt widzenia w tej sprawie jest niezbędny. Sam pan hrabia rozumie, jeżeli mam napisać odpowiedni artykuł, to wówczas muszę...
- Musi pan posiadać jak najwięcej danych z jak największej liczby źródeł - uśmiechnął się hrabia, kończąc za mnie moją wypowiedź - A zatem, skoro jest pan ich ciekaw, to nie będę przed panem ukrywał szczegółów mojego życia. Czytałem bardzo wiele z pańskich artykułów i jestem pod wielkim wrażeniem pańskich umiejętności. Nie mówiąc już o tym, że szczerze kocha pan moją córkę, a ona kocha pana, a to już samo w sobie zachęca mnie do pomocy panu. Dowiadywałem się o panu i wiem doskonale, że zasługuje pan na jej miłość. Jest pan człowiekiem uczciwym i szlachetnym. Z radością oznajmiam, że moja córka dobrze ulokowała swoje uczucia.
- Pan hrabia jest nazbyt łaskaw...
- Wręcz przeciwnie. Ja bardzo kocham moją córkę i jestem dla niej gotów zrobić wszystko. Rozumie pan? Wszystko, żeby była ona szczęśliwa. Co prawda wolałbym, aby jeszcze nieco czasu upłynęło, zanim moja mała córeczka zakocha się i opuści rodzinny dom, ale skoro już obdarzyła kogoś uczuciem, to cieszę się, że tym kimś jest właśnie pan. Dlatego też, chociaż jej miłość do pana nie jest mi jakoś specjalnie na rękę, to jednak wolę, żeby kochała ona człowieka uczciwego niż jakiegoś zwyrodnialca, który tylko by jej zniszczył życie.
Musiałem wówczas przyznać hrabiemu rację. Nie tylko dlatego, że jego słowa przemawiały na moją korzyść, ale również i dlatego, iż uważałem takie słowa za słowa każdego człowieka, który szczerze kocha swoje dziecko, czym hrabia zyskał jeszcze bardziej w moich oczach.
- Ale nie pora mówić teraz o mojej córce i jej uczuciach do pana, gdyż ten temat omówiliśmy dokładnie i ze wszystkimi szczegółami. Mamy teraz przed sobą poważniejszą rozmowę do odbycia. Jest ona jednak dość długa i obawiam się, że wszystkiego nie zdołam panu opowiedzieć w jeden dzień. Proponuję zatem panu, abyśmy rozłożyli ją na kilka dni. Najlepiej podzielę moje życie na kilka etapów, dzięki czemu łatwiej będzie panu je zrozumieć. Godzi się pan na to?
Nie widziałem innego wyjścia, jak tylko zgodzić się na taką oto propozycję. Wyjąłem więc notatnik, ołówek, zanurzyłem lekko jego rysik w ustach i zacząłem pisać uważnie to, co hrabia mi mówił.

2 komentarze:

  1. No i w końcu Jean będzie mógł poznać historię hrabiego, opowiedzianą przez niego samego, a co więcej teraz już może być pewien, że jest naprawdę dobrym dziennikarzem i pisze świetne artykuły, skoro człowiek, którego tak podziwia tak właśnie twierdzi. No, jego zdaniu to chyba nie zaprzeczy, tak że powinien w końcu uwierzyć w siebie i swoje możliwości, tym bardziej, że zaszedł dalej niż się spodziewał, bo z całą pewnością na początku poszukiwania wiadomości o hrabim, nawet mu przez myśl nie przeszło, że kiedykolwiek dostąpi zaszczytu osobistego poznania go, a tu proszę, został przez niego samego zaproszony do jego własnej rezydencji, gdzie wyszła na jaw cała intryga, a przy okazji pozna historię jego życia z jego własnej perspektywy i ostatecznie znajdzie wszystkie odpowiedzi na dręczące go pytania, toteż w końcu wszystko się wyjaśni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem podekscytowana niemal tak samo jak Kronikarz. Wywiad z samym hrabim Monte Christo.
    Człowiekiem o niepokojącej urodzie i hipnotyzującym spojrzeniu anioła zemsty, który okazuję się jednak wyrozumiałym, kochającym ojcem.
    Chcę poznać tajemnicę, które zna tylko on sam i w końcu je nam przed nami uchyli.

    OdpowiedzUsuń

Zakończenie

Epilog Gdy skończyłem już lekturę rękopisu, to uśmiechnąłem się do siebie bardzo zadowolony i zarazem naprawdę usatysfakcjonowany, gdyż dzię...