List Alfonsa de Beauchampa do Jeana Chroniqueura
Drogi Jeanie,
Twój list bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się, że aż tak poważnie podejdziesz do swego zadania. Tym milej się czuję, kiedy pomyślę, iż to ja ci zleciłem poznanie wszystkich informacji na temat hrabiego Monte Christo. Zadanie to, jak sam zdążyłeś się już zapewne przekonać, nie należy do łatwych, a wręcz może być wyczerpujące. Na tyle wyczerpujące, że każdy inny na Twoim miejscu już dawno by się poddał. Ale nie Ty. Albowiem Ty i tylko Ty masz w sobie to coś, co nazwałbym dziennikarską smykałką. Coś, co pcha Cię do działania bez względu na konsekwencje. I to właśnie w Tobie cenię najbardziej. Tę determinację niezwykle godną podziwu. Inny na Twoim miejscu już na pewno dawno by się poddał, ale nie Ty. Cieszę się więc, że przypadło Ci do gustu zadanie ode mnie. Mam nadzieję, że Twoje wysiłki nie pójdą na marne i zdołasz osiągnąć wszystkie cele, jakie przed sobą postawisz. Wierzę w Ciebie oraz wspieram Cię w duchu z całych sił.
Miło mi również, iż podczas podróży poznałeś piękną (gdyż zakładam, że jest ona piękna) i niezwykle miłą (bo mniemam, że jest ona miłą) towarzyszkę podróży, która razem z Tobą zechce kontynuować wędrówkę tropem tego jakże niezwykle zagadkowego człowieka. Oby tylko się zbyt szybko nie zniechęciła. Wiesz, nie chcę obrażać w żaden sposób panny Marty, ale wydaje mi się, iż przedstawicielki płci pięknej nie nadają się do takich podróży. Brak im takiego zapału do pracy jak nam, mężczyznom i często zbyt szybko ulegają trudnościom losu. Często nawet robią to wtedy, kiedy od celu dzieli ich zaledwie parę kroków. Nie bądź zatem zawiedziony, jeśli okaże się, iż Twoja dzielna heroina znacznie szybciej wypisze się z tej gry niż Ty sam (jeżeli w ogóle się z niej wypiszesz, co znając Twój charakter jest raczej mało prawdopodobne).
Nie myśl, że jestem w jakiś sposób uprzedzony do Twej towarzyszki podróży. Bynajmniej. Nie znam jej i nigdy nie widziałem, a więc nie jestem w stanie jej należycie ocenić. Z tego też właśnie powodu nie zamierzam wymieniać tutaj swoich własnych poglądów, bo nie chcę urazić jej, a tym samym i Ciebie. Jeżeli wyraziłem swoje obawy względem podejścia Twej wybranki do misji, jakiej się podjąłeś to tylko dlatego, że osobiście znam wiele kobiet i wiem, jak kruche i słabe potrafią to być osoby. A także, jak bardzo szybko rezygnują, kierując się takimi bądź innymi pobudkami, z najwznioślejszych nawet idei. Jak jednak wcześniej już powiedziałem, nie zamierzam tutaj oceniać Twej towarzyszki podróży i liczę na to, że Ty sam należycie już ją poznałeś i wiesz doskonale, że jest warta uczuć, jakimi ją obdarzyłeś, a do których w swoim liście się mej osobie przyznajesz. Wierzę, że nie podjąłbyś złej ani głupiej decyzji, dlatego też raduję się razem z Tobą miłością, którą to znalazłeś. Życzę Ci też z całego serca, aby była to miłość odwzajemniona i jak najbardziej szczęśliwa, bowiem jak sam zapewne dobrze wiesz, wzajemność nie zawsze jest gwarantem szczęścia w miłości.
Mam nadzieję, że dość szybko zobaczę Cię znowu w Paryżu. Nie mogę się również doczekać spotkania z Twoją piękną (bo mniemam, że jest ona piękna) towarzyszką podróży, Martą. Mam nadzieję, że przybędziecie oboje już niedługo do Paryża razem z nowymi wieściami na temat hrabiego Monte Christo. Wierzę w Twoje dziennikarskie zdolności, szczerzę też gratuluję Ci osiągniętych jak dotąd sukcesów i życzę ich znacznie więcej.
Twój ojciec chrzestny
Alfons de Beauchamp
PS. Ucałuj ode mnie dłonie swojej towarzyszki, Marty. Przekaż jej również ode mnie gorące pozdrowienia oraz zapewnienie, iż Paryż będzie rad gościć ją w swych niskich progach.
Twój list bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się, że aż tak poważnie podejdziesz do swego zadania. Tym milej się czuję, kiedy pomyślę, iż to ja ci zleciłem poznanie wszystkich informacji na temat hrabiego Monte Christo. Zadanie to, jak sam zdążyłeś się już zapewne przekonać, nie należy do łatwych, a wręcz może być wyczerpujące. Na tyle wyczerpujące, że każdy inny na Twoim miejscu już dawno by się poddał. Ale nie Ty. Albowiem Ty i tylko Ty masz w sobie to coś, co nazwałbym dziennikarską smykałką. Coś, co pcha Cię do działania bez względu na konsekwencje. I to właśnie w Tobie cenię najbardziej. Tę determinację niezwykle godną podziwu. Inny na Twoim miejscu już na pewno dawno by się poddał, ale nie Ty. Cieszę się więc, że przypadło Ci do gustu zadanie ode mnie. Mam nadzieję, że Twoje wysiłki nie pójdą na marne i zdołasz osiągnąć wszystkie cele, jakie przed sobą postawisz. Wierzę w Ciebie oraz wspieram Cię w duchu z całych sił.
Miło mi również, iż podczas podróży poznałeś piękną (gdyż zakładam, że jest ona piękna) i niezwykle miłą (bo mniemam, że jest ona miłą) towarzyszkę podróży, która razem z Tobą zechce kontynuować wędrówkę tropem tego jakże niezwykle zagadkowego człowieka. Oby tylko się zbyt szybko nie zniechęciła. Wiesz, nie chcę obrażać w żaden sposób panny Marty, ale wydaje mi się, iż przedstawicielki płci pięknej nie nadają się do takich podróży. Brak im takiego zapału do pracy jak nam, mężczyznom i często zbyt szybko ulegają trudnościom losu. Często nawet robią to wtedy, kiedy od celu dzieli ich zaledwie parę kroków. Nie bądź zatem zawiedziony, jeśli okaże się, iż Twoja dzielna heroina znacznie szybciej wypisze się z tej gry niż Ty sam (jeżeli w ogóle się z niej wypiszesz, co znając Twój charakter jest raczej mało prawdopodobne).
Nie myśl, że jestem w jakiś sposób uprzedzony do Twej towarzyszki podróży. Bynajmniej. Nie znam jej i nigdy nie widziałem, a więc nie jestem w stanie jej należycie ocenić. Z tego też właśnie powodu nie zamierzam wymieniać tutaj swoich własnych poglądów, bo nie chcę urazić jej, a tym samym i Ciebie. Jeżeli wyraziłem swoje obawy względem podejścia Twej wybranki do misji, jakiej się podjąłeś to tylko dlatego, że osobiście znam wiele kobiet i wiem, jak kruche i słabe potrafią to być osoby. A także, jak bardzo szybko rezygnują, kierując się takimi bądź innymi pobudkami, z najwznioślejszych nawet idei. Jak jednak wcześniej już powiedziałem, nie zamierzam tutaj oceniać Twej towarzyszki podróży i liczę na to, że Ty sam należycie już ją poznałeś i wiesz doskonale, że jest warta uczuć, jakimi ją obdarzyłeś, a do których w swoim liście się mej osobie przyznajesz. Wierzę, że nie podjąłbyś złej ani głupiej decyzji, dlatego też raduję się razem z Tobą miłością, którą to znalazłeś. Życzę Ci też z całego serca, aby była to miłość odwzajemniona i jak najbardziej szczęśliwa, bowiem jak sam zapewne dobrze wiesz, wzajemność nie zawsze jest gwarantem szczęścia w miłości.
Mam nadzieję, że dość szybko zobaczę Cię znowu w Paryżu. Nie mogę się również doczekać spotkania z Twoją piękną (bo mniemam, że jest ona piękna) towarzyszką podróży, Martą. Mam nadzieję, że przybędziecie oboje już niedługo do Paryża razem z nowymi wieściami na temat hrabiego Monte Christo. Wierzę w Twoje dziennikarskie zdolności, szczerzę też gratuluję Ci osiągniętych jak dotąd sukcesów i życzę ich znacznie więcej.
Twój ojciec chrzestny
Alfons de Beauchamp
PS. Ucałuj ode mnie dłonie swojej towarzyszki, Marty. Przekaż jej również ode mnie gorące pozdrowienia oraz zapewnienie, iż Paryż będzie rad gościć ją w swych niskich progach.

Alfons wierzy w zdolności swego chrześniaka i potrafi go należycie docenić. Jean jest przede wszystkim uparty i konsekwentny w działaniu i na tym właśnie najwięcej zyskuje, że tak łatwo się nie poddaje, tylko dąży do obranego przez siebie celu po przysłowiowych trupach. Oby tak dalej!
OdpowiedzUsuńAlfons chyba nie docenia Marty. Kobiety są silniejsze, niż mu się wydaje i też bywają uparte.
OdpowiedzUsuńOjciec chrzestny jest bardzo sympatyczną postacią i ma rację: Kronikarz jest prawdziwym dziennikarzem, nieugiętym w dążeniu do poznania prawdy.