sobota, 16 grudnia 2017

Rozdział 35

Rozdział XXXV

Dzienniki Jeana Chroniqueura


22 lipca 1855 r. c.d.
Nasza rozmowa z Maksymilianem Morrelem nie przebiegła wcale tak, jak to sobie wyobrażałem. Moje oczekiwania zostały mocno zawiedzione, ponieważ nie otrzymałem w trakcie tego spotkania wszystkich wiadomości na temat hrabiego Monte Christo. Oczekiwałem, że po rozmowie z panem Morrelem, moja podróż tropem tego jakże niezwykłego człowieka, zakończy się i zostanie mi już tylko napisanie artykułu na jego temat. Jakże mocno się myliłem. W dodatku, mimo moich i Marty próśb, Maksymilian Morrel, chociaż jak sam przyznał, doskonale znał prawdziwą tożsamość hrabiego Monte Christo, to nie chciał jej nam za żadne skarby świata zdradzić, zaś wszelkie nagabywania go w tym kierunku zakończyły się fiaskiem. Kiedy zaś ja i moja ukochana załamani musieliśmy skapitulować, pan Morrel rzekł:
- Bardzo nam przykro, drogi panie Chroniqueur, ale niestety, pan hrabia nie upoważnił nas do zdradzenia komukolwiek jego prawdziwej tożsamości. To zbyt wielka tajemnica, abyśmy mogli bez jego wiedzy oraz zgody podzielić się nią z jakąkolwiek osobą. Nawet tak miłą i sympatyczną jak pan czy też pana urocza towarzyszka.
Rozumiałem doskonale jego motywację, jednak musiałem spróbować ostatni raz wydobyć z niego te informacje.
- Pojmuję pana tok myślenia, ale mimo wszystko... Może dla nas państwo uczyniliby wyjątek? - zaproponowałem.
- My nikomu nie powiemy, słowo - dołączyła do mych usilnych próśb Marta.
Walentyna Morrel uśmiechnęła się do nas smutno, kręcąc przecząco głową.
- Nie wątpimy w państwa słowo honoru. Jednakże oboje jesteśmy winni panu hrabiemu dyskrecję i to jak najdalej posuniętą - powiedziała.
- Zdradziliśmy państwu tylko to, co mogliśmy zdradzić - przytaknął jej mąż - Naprawdę więcej już powiedzieć nie możemy.
- Rozumiemy - odpowiedziałem załamany i wstałem z fotela - Przykro nam bardzo z powodu państwa odmowy, ale ją rozumiemy. I przepraszamy bardzo za kłopot.
- Ależ to żaden kłopot, zapewniam państwa - zapewniła nas uroczym głosem Walentyna Morrel.
- I zapraszamy państwa do nas ponownie - powiedział bardzo przyjaźnie pan Maksymilian Morrel - Z wielką przyjemnością ugościmy państwa kolejny raz.
- Zapewniam, że nie omieszkamy wraz z panną Martą odwiedzić państwa przy najbliższej nadarzającej się okazji - odpowiedziałem, ściskając jednocześnie dłoń naszego gospodarza.
- A jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to być może ta okazja nadarzy się bardzo szybko - dodała Marta żegnając się z Walentyną.
- Mamy wielką nadzieję, że tak będzie - odpowiedziała pani Morrel.
Pożegnaliśmy się z państwem Morrel i udaliśmy się do mego domu.

***

- Ciekawe, nieprawdaż? - zapytałem Martę, kiedy już oboje siedzieliśmy w salonie i jedliśmy kolację.
- Co jest takiego ciekawego, kochany? - zdziwiła się Marta, podnosząc na mnie wzrok znad talerza.
- Ci ludzie. Państwo Morrel - wyjaśniłem - Wiedzą dużo, a jednak nie chcą nam powiedzieć wszystkiego.
Marcie jednak bynajmniej nie wydawało się to dziwne.
- Sam słyszałeś... Obowiązuje ich tajemnica milczenia - odpowiedziała.
Pokiwałem głową ze zrozumiem, chociaż i tak coś czułem, że za milczeniem państwa Morrel musi stać coś więcej niż tylko troska o tajemnice hrabiego Monte Christo. Myśl ta dręczyła mnie już od kilku godzin i musiałem się tym podzielić z moją towarzyszką podróży. A gdy powiedziała mi o tym ich obowiązku, odparłem:
- Cóż... Niby jest tak, jak mówisz...
Marta popatrzyła na mnie nieco urażona moimi słowami, a zwłaszcza słowem „niby”.
- Dlaczego mówisz „niby”? - zapytała.
Zrozumiałem, że palnąłem gafę, dlatego musiałem szybko ją naprawić.
- Widzisz, kochana Marto... Wydaje mi się, że ci ludzie nie powiedzieli nam wszystkiego, co wiedzą i nie mówię tu tylko o nazwisku hrabiego Monte Christo. Coś mi podpowiada, że nie podali nam zbyt wielu szczegółów o tym człowieku dlatego, żebyśmy przypadkiem go nie wytropili. Gdybyśmy tak oboje znali jego tożsamość, to moglibyśmy wpaść na jego trop, a widocznie na tym im nie zależy. Mogli więc również nas co nieco okłamać.
Marta wyglądała na przekonaną, ale jednak wciąż miała pytania.
- Sądzisz, że byliby zdolni do oszustwa?
Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Aby ukryć tożsamość człowieka, którego wielbią i czczą, przed taką żadną sławy hieną jak ja? Z całą pewnością tak.
Marta zachichotała nad talerzem słysząc, jak nazywam samego siebie żądną sławy hieną.
- Zdecydowanie przesadzasz, mój drogi. Żądna sławy hiena? Wybacz, ale nie mogę się z tym zgodzić. Na pewno taki nie jesteś. W każdym razie ja w takie coś nigdy nie wierzę.
Uśmiechnąłem się do niej i powoli pogłaskałem palcami jej policzek.
- Jesteś kochana, Martusiu, ale twoje słowa nie zmieniają istotnych dla całej sprawy faktów. Bo nawet jeśli nie jestem hieną, to już na pewno jestem osłem. Możesz się śmiać, ale taka jest prawda. Ze mnie jest osioł i trąba od słonia.
- Niby dlaczego?
- Bo nasze śledztwo bynajmniej nie posuwa się naprzód.
- Przeciwnie. Wiemy już znacznie więcej niż poprzedniego dnia.
- To prawda. Posiadamy teraz o wiele większą wiedzę niż przed wizytą u państwa Morrel. Zważ jednak na to, iż to wciąż za mało, aby odkryć całą prawdę o hrabim Monte Christo, najdroższa. Wciąż nie znamy wszystkich szczegółów tej sprawy. Kręcimy się niczym kółko graniaste bez celu, a do tego i w chaosie. A rozwiązanie wymyka nam się z rąk, kpiąc z nas przy tym w żywe oczy.
Marta z miną świętej położyła dłoń na mojej dłoni.
- Jean, nie obwiniaj się to. Przecież robisz wszystko, co w twojej mocy, aby móc dojść prawdy. Ja będąc na twoim miejscu nie dotarłabym nawet do połowy wiadomości, które ty tak łatwo zdobyłeś.
- Może tak, a może nie. Chociaż moim zdaniem, najdroższa, to teraz ty się nie doceniasz.
Wzruszona moim komplementem pocałowała mnie w policzek.
- Jesteś słodki.
- Może i słodki, ale przy okazji także głupi - odpowiedziałem smutnym tonem - Wciąż bowiem nie znamy tożsamości hrabiego i nie wiemy wcale, dlaczego on wykończył troje znanych w całej Francji ludzi.
- Wręcz przeciwnie, my to bardzo dobrze wiemy, Jean - odpowiedziała Marta z wyraźnym entuzjazmem w głosie - Przecież mścił się na nich za zniszczenie i śmierć Edmunda Dantesa.
- Być może. Takie wiadomości posiadamy, ale co, jeżeli się mylimy i nasze przypuszczenia są błędne?
- A jeśli jednak mamy rację i od początku ją mieliśmy? To co wtedy?
- To wtedy będziemy mieli bardzo poważny punkt zaczepienia.
Dokończyliśmy kolację, po czym usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Wciąż miałem bowiem poważne wątpliwości w tej sprawie i jakoś nie umiałem się ich pozbyć. Maksymilian Morrel i jego żona bynajmniej wcale ich nie rozwiali. Przede wszystkim zastanawiało mnie, dlaczego ten tajemniczy hrabia de Monte Christo zemścił się za krzywdy Edmunda Dantesa na jego oprawcach? Czy rzeczywiście poznał on więźnia numer 34 w zamku If? I czy zaraz po wyjściu na wolność postanowił go pomścić? Jeżeli tak, to w jakich okolicznościach hrabia de Monte Christo trafił do tak ponurego i okrutnego więzienia? A może po prostu tym człowiekiem kierowała zwyczajna chęć ukarania tych podłych ludzi za zbrodnie dokonane przez nich na zupełnie niewinnym człowieku? Ta teoria była całkiem interesująca, ale moim zdaniem też bardzo niepewna i zarazem też pozbawiona większej logiki. W zachowaniu hrabiego widziałem wielką pasję i chęć zniszczenia tych trzech oto konkretnych ludzi. Nie pasowało mi to do człowieka, który chce ogólnie karać krzywdy wszystkich niewinnych tego świata. Zdecydowanie zatem ta cała teoria nie brzmiała sensownie.
Uznałem więc ostatecznie, że pan hrabia Monte Christo musiał jednak mieć bliskie relacje z Edmundem Dantesem i z tego też właśnie powodu zniszczył jego ciemiężycieli, aby pomścić krzywdy swojego przyjaciela. Wciąż jednak istniała poważna luka w takiej oto wersji wydarzeń. Gdzie Dantes i hrabia poznali się? Czy w zamku If? Skąd hrabia się tam wziął? Czy był więźniem politycznym? Jeśli tak, za co został aresztowany? Dlaczego nie było o nim choćby najmniejszej wzmianki w rejestrze więziennym? I co równie ważne, gdzie w chwili obecnej znajduje się hrabia? Co robi i planuje? Dlaczego wszyscy wokół albo niewiele o nim wiedzą albo też wiedzą wszystko, lecz z jakiegoś dziwnego powodu nie chcą tego nikomu powiedzieć? Zmowa milczenia? Jeśli tak, to jaki jest jej powód?
Jeszcze te imiona dzieci pana Morrela oraz jego żony. Edmund i Hayde. Nie ulega wątpliwości, że nie są one przypadkowe. Muszą one mieć coś wspólnego z hrabią. Edmund to przecież nawiązanie do Edmunda Dantesa. Ale może nie tylko? Może hrabia również ma na imię Edmund? Jeśli tak jest, to mamy wówczas do czynienia z bardzo dziwnym zbiegiem okoliczności, który choć wydał się bardzo nieprawdopodobny, to jest jednak możliwy. W mojej głowie narodziła się również kolejna, równie szalona teoria. Może Edmund Dantes wcale nie zginął podczas próby ucieczki, ale ocalał, zniknął z oczu ludziom i potem wrócił do Francji, żeby zemścić się na tych ludziach, którzy zabrali mu czternaście lat życia? Zgodnie z tą teorią, to właśnie Edmund Dantes jest tajemniczym hrabią de Monte Christo. To by wyjaśniało kwestię imienia syna państwa Morrel, a także niezwykłą tajemniczość wokół prawdziwej tożsamości hrabiego.
Co do imienia Hayde, to już jego pochodzenie jest zdecydowanie o wiele prostsze. Takie imię nosiła przecież Greczynka, z którą związał się hrabia i która urodziła mu dziecko. Przepiękna niewolnica, a zarazem wychowanica i dama serca hrabiego Monte Christo. Oszałamiająca Greczynka.
No właśnie, Greczynka. Ledwo o tym pomyślałem, a zaraz do mojej głowy przyszła mi dość szalona myśl.
Spojrzałem uważnie na Martę, kiedy przyszła mi do głowy ta szalona myśl. Prawdę mówiąc, co ja wiedziałem o wybrance mojego serca? Jedynie to, co mi o sobie powiedziała. A co mi powiedziała? Mianowicie to, że jest ona w połowie Francuzką, a w połowie Greczynką. W dodatku jeszcze otaczała się zawsze grecką i arabską służbą. Zupełnie jak Hayde hrabiego de Monte Christo. Co zatem z tego wynika? Czyżbym miał do czynienia z jakąś nową Hayde? Wydaje się to być niemożliwe, ale czy aby na pewno? Może obie panie mają coś ze sobą wspólnego? Bo prawdę mówiąc, to jest dosyć niezwykłe, że poszukuję wszelkich wiadomości na temat hrabiego oraz jego greckiej ukochanej, a natrafiam na dziewczynę, która to jest w połowie Greczynką, a w połowie Francuzką, otacza się orientalną służbą, a do tego jeszcze w dziwny sposób przypomina bardzo mocno księżniczkę Hayde.
Gdy tak zacząłem zadawać sobie pytania na ten temat, to przerażony bardzo szybko odkryłem niezwykłe podobieństwo pomiędzy tymi dwiema kobietami. W dodatku Marta mówi mi tak niewiele o swojej rodzinie i bliskich. Musi coś przede mną ukrywać, jestem tego pewien. Ale co takiego ukrywa? Może to, że jest ona krewną Hayde? A może nawet dzieckiem, które księżniczka urodziła hrabiemu? Ależ nie! To przecież bez sensu! Marta jest dzieckiem hrabiego i Hayde, o których wiadomości wszędzie szukam i tak zupełnie przypadkiem natrafia na mnie w Rzymie? I to jeszcze w hotelu pana Pastrini, w którym to swego czasu mieszkał sam Monte Christo? I jeszcze większy przypadek sprawia, że zawiera ona potem ze mną znajomość i zaczyna razem ze mną podróżować poszukując wiadomości na temat swego ojca? Trudno mi było to wszystko uznać za przypadek. Chociaż może to nie jest przypadek. Być może panna Marta doskonale wiedziała, kim ja jestem i co robię, dlatego też pojechała za mną, aby w jakiś sposób osłonić rodziców przed moim wścibstwem?
Nie, ja w to nie wierzę! To tylko moja kolejna szalona teoria spiskowa. Bo niby jak to wszystko mogłoby być możliwe? Hrabia może mieć agentów na całym świecie, ale na pewno nie czyniłby agentki z rodzonej córki. Od takich rzeczy ma się przecież podwładnych. Dzieci zaś winny być kochane przez swoich rodziców, zwłaszcza, kiedy rodzicem jest tak wielki człowiek jak hrabia Monte Christo, którego z całą pewnością stać na wyższe uczucia. Przecież wielkim uczuciem obdarzył dwoje mu obcych ludzi, czyli państwo Morrel. Z całą pewnością więc umie mocno i szczerze kochać swoje dzieci i na pewno nie poniżałby swojego jedynego dziecka, wysyłając to dziecko na misję szpiegowską, w którym mogłoby mu się coś stać.
Nie, teraz to ja zdecydowanie przesadzam. Marta jest po rodzicach w połowie Francuską, a w połowie Greczynką, sama mi to powiedziała, ale to jeszcze nie świadczy o tym, że jej rodzicami są postacie na wpół legendarne. Poza tym nie mamy przecież żadnych informacji na temat tego, że hrabia jest Francuzem. Z tego, co mi o nim mówiono, wnosiłbym, że jest raczej Włochem albo Hiszpanem. Chociaż to drugie raczej nie. Hiszpanie z natury są wyrywni i skłonni do używania noży jako sposobu pomszczenia swoich krzywd. Przygotowana i to jeszcze w najdrobniejszych szczegółach, okrutna i zarazem też bardzo wyrafinowana zemsta pasuje bardziej do Włochów. Chociaż oni także są w gorącej wodzie kąpani i chętniej używają noży niż głowy, ale dlaczego nie miałby się znaleźć pośród nich jeden wyjątek od tej reguły? To przecież jest całkiem możliwe i bynajmniej wcale nie można tego wykluczyć.
Jestem już zbytnio zmęczony, żeby dalej pisać o wszystkich rozważaniach, jakie prowadziłem w głowie. Powiem więc tylko tyle, że rozmawiałem jeszcze długo z Martą, nim oboje postanowiliśmy udać się na spoczynek. Wracam więc do łoża i mej ukochanej, skończywszy już zapiski na dzisiejszy dzień.

2 komentarze:

  1. No, Jean zaczyna mieć pewne podejrzenia nawet co do samej Marty, choć należy zauważyć, że mimo wszystko jest w jej osobie coś tajemniczego i może intrygować. Tak czy inaczej pewna luka w historii hrabiego Monte Christo została uzupełniona, ale nadal pewne pytania pozostają bez odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kronikarz zaczął mieć wątpliwości wobec swojej ukochanej.
    W sumie, to on nic o Marcie nie wie. Ciekawe, czy ona sama mu to powie i kiedy w końcu to nastąpi?

    OdpowiedzUsuń

Zakończenie

Epilog Gdy skończyłem już lekturę rękopisu, to uśmiechnąłem się do siebie bardzo zadowolony i zarazem naprawdę usatysfakcjonowany, gdyż dzię...