sobota, 16 grudnia 2017

Rozdział 39

Rozdział XXXIX

Dzienniki Jeana Chroniqueura


23 lipca 1855 r. c.d.
Chyba w całej historii Francji nie było jeszcze bardziej zdumionego człowieka niż ja w chwili, gdy dowiedziałem się od pani Mercedes tego, co miała mi ona do powiedzenia. Byłem naprawdę bardzo zdumiony, bo w końcu skąd niby mogłem przypuszczać, że marynarz Edmund Dantes oraz bogacz hrabia de Monte Christo, to jedna i ta sama osoba? Nie, zdecydowanie nie mogłem się tego spodziewać. Snułem w głowie najróżniejsze, najbardziej skomplikowane teorie spiskowe na temat relacji obu tych panów, ale tego, czego się właśnie wtedy dowiedziałem, nie spodziewałbym się nawet za milion lat. To był dla mnie szok. Prawdziwy szok. Trudno mi było naprawdę uwierzyć w to wszystko, co usłyszałem. Przez pierwszą chwilę sądziłem, że to być może kłamstwo, jakaś żałosna bajka mająca na celu oszukanie mnie. Spojrzawszy jednak w oczy Mercedes Herrera szybko doszedłem do wniosku, że kto jak kto, ale ona na pewno nie może kłamać. Wszystko, co mówiła, musiało być prawdą. Dlatego właśnie fakty te były dla mnie tak bardzo szokujące, a jednocześnie też niesamowicie interesujące.
A więc hrabia Monte Christo to nie kto inny, jak Edmund Dantes, młody i naiwny marynarz pozbawiony przez nienawidzących go ludzi stanowiska kapitana, narzeczonej oraz wolności. Gdy udało mu się jakimś podstępem opuścić więzienie, zemścił się w sposób okrutny. Zniszczył swoich wrogów, upokorzył ich, pozbawił masek, jakie zakładali w celu zamaskowania swoich prawdziwych fizjonomii. Tak, to był zdecydowanie szlachetny czyn. Opowieść Mercedes wiele mi wyjaśniła, jednak nie wszystko. Wciąż bowiem w mojej głowie kłębiły się pytania, na które nikt z nas nie znał odpowiedzi. Wiedziałem, że potrzebuję więcej informatorów, ale bałem się, że nigdzie ich nie znajdę. Chociaż... Nie należy nigdy tracić nadziei. Los bowiem potrafi człowieka naprawdę zaskoczyć.
Po tych licznych rozważaniach w końcu zamknąłem dziennik i powiedziałem:
- Pani Herrera, pani opowieść wiele nam wyjaśniła. Jednak wciąż kilka spraw pozostaje dla mnie niewyjaśnionych. Choćby taka: w jaki Edmund Dantes stał się hrabią Monte Christo?
- Właśnie. Nie wie pani może jak to się stało? - dodała Marta.
Oboje oczekiwaliśmy wyczerpującej odpowiedzi, jednak Mercedes bezradnie tylko rozłożyła ręce.
- Niestety, nie mogę zaspokoić państwa ciekawości. Przykro mi, ale hrabia nigdy mi tego nie powiedział. Dlatego też właśnie muszę państwa w tym wypadku rozczarować. Opowiedziałam państwu wszystko, co wiem w tej sprawie. Przykro mi, że tak mało wiem o tym człowieku.
Zasmucony schowałem za pazuchę swój dziennik.
- Nic nie szkodzi, proszę pani. Moim zdaniem powiedziała nam pani bardzo wiele. O wiele więcej niż się spodziewaliśmy.
Uśmiechnąłem się delikatnie, jakby na potwierdzenie tych słów, Marta zaś pokiwała głową na znak, że się ze mną zgadza.
- Bardzo się cieszę, proszę państwa - odpowiedziała mi po chwili Mercedes - Tyle przynajmniej mogłam zrobić dla człowieka, którego niegdyś tak kochałam i który kiedyś kochał mnie, jak się okazało, mocniej niż ja jego. Przykre to, ale prawdziwe, ponieważ czas pokazał, że nie zasłużyłam na jego uczucie. I nigdy nie zasługiwałam.
Ja i Marta wstaliśmy ze swoich miejsc. Nie mieliśmy już tutaj czego szukać. Wszystko, co ona mogła nam powiedzieć, już powiedziała.
- Dziękujemy pani bardzo - rzekłem po chwili.
- Bardzo nam pani pomogła - dodała Marta.
- Bardzo się cieszę, że mogłam wam pomóc - odpowiedziała nam Mercedes, odprowadzając nas do drzwi.
Gdy już je miała za nami zamknąć, nagle zawołała:
- Proszę państwa!
Odwróciliśmy się zdziwieni jej okrzykiem.
- Tak? - zapytaliśmy jednocześnie.
- Coś mi się przypomniało. Jestem w posiadaniu pewnego rękopisu, który być może wam się przyda. Dla mnie nie ma on już żadnej wartości, ale dla państwa... Zaczekajcie więc chwilę, proszę.
Zniknęła w głębi swego mieszkania, a po chwili wróciła z plikiem pożółkłych już kartek w dłoni. Następnie wręczyła mi go.
- Proszę, panie Chroniqueur. Mam wielką nadzieję, że to panu się na coś przyda.
Spojrzałem na rękopis, który mi podała.
- Dziękuję pani bardzo. Mam jednak pytanie. Co to właściwie jest?
- Cóż...
Mercedes wyglądała na zmieszaną, jednak zebrała w sobie wszystkie pokłady odwagi i powiedziała:
- To ostatnie wyznanie mojego, że tak powiem, śp. pamięci męża, Fernanda Mondego, hrabiego de Morcerfa.
Nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Początkowo sądziłem, że pani Herrera stroi sobie ze mnie żarty. Mogłem bowiem jeszcze jakoś uwierzyć w cudownie odnalezione zapiski de Villeforta, ale w to? Przerzuciłem więc szybko kilka kartek rękopisu i rzuciłem prędko okiem na pierwsze słowa w nich zapisane, jednak nie znalazłem w nich niczego, co mogłoby zaprzeczyć temu, że są to zapiski Fernanda Mondego. Wręcz przeciwnie, powiedziałbym, że wszystko wskazywało na to, iż jest to rękopis spisany przez tego człowieka.
Widząc moje zachowanie, Mercedes uśmiechnęła się do mnie wyrozumiale i powiedziała:
- Rozumiem, że jest pan zdumiony, panie Chroniqueur. No cóż... Mój mąż, zanim popełnił samobójstwo, spisał całą historię swojego życia i nakazał, aby mi ją przysłano. Początkowo chciałam to spalić, jednak zmieniłam zdanie, czego teraz nie żałuję, gdyż dzięki temu, jak mniemam, zdołam państwu pomóc i rzucić nieco więcej światła na całą sprawę. Przeczytajcie państwo ten rękopis i...
- I co? - zapytała Marta, zerkając przez moje ramię na rękopis.
- Czytając te zapiski, nie oceniajcie zbyt surowo mojego męża... Ostatecznie był on tylko biednym i bardzo zakochanym człowiekiem. Ja sama wystarczająco go już potępiam. Pan zaś, panie Chroniqueur wraz ze swoją uroczą towarzyszką podróży... Spróbujcie nie oceniać jego czynów, a jedynie je sobie zapamiętać na przyszłość i uznać je za fakt dokonany. Mogę państwa o to prosić?
- Ależ naturalnie - odpowiedziałem, chociaż nie miałem pojęcia, dlaczego Mercedes nas o to prosi.
- Najzupełniej - dodała Marta.
- Dziękuję państwu bardzo serdecznie - Mercedes Herrera uśmiechnęła się do nas smutno - A zatem żegnam państwa. Mam nadzieję, że zdołałam państwu choć trochę pomóc.
- Zapewniam panią, że nam pani pomogła. Zapewniam - odrzekłem.
Mercedes Herrera ponownie obdarzyła nas swoim jakże smutnym uśmiechem i zamknęła za sobą drzwi.
Ja i Marta natomiast szybko zbiegliśmy na sam dół i wsiedliśmy do powozu. Ruszyliśmy nim w kierunku domu, aby jak najszybciej przeczytać rękopis, ale ciekawość wzięła w nas górę do tego stopnia, że zatrzymaliśmy się w pobliskiej tawernie. Tam natomiast zamówiliśmy stolik, coś do picia, rozłożyliśmy rękopis i zaczęliśmy go czytać.

2 komentarze:

  1. A zatem w końcu wszystko się wyjaśniło i okazało się, że hrabia i Dantes to jedna i ta sama osoba. W końcu Jean zdobył zaskakujące informacje dotyczące jego prawdziwej tożsamości i trzeba rzec, że doprawdy ma wielkie szczęście, skoro zarówno Villefort jak i Mondego spisali przed śmiercią historię swojego życia, dzięki czemu może jeszcze bardziej pogłębić swoją wiedzę na temat życia hrabiego, o którym Mondego z pewnością wspomniał w swojej autobiografii, bo chyba inaczej postąpić nie mógł, skoro to właśnie on doprowadził go do upadku. I pomyśleć, że Mercedes po tym wszystkim broni tego nędznego, podłego zdrajcy, że nie chce, by go w jakikolwiek sposób oceniano. Widać, że już się z tym wszystkim pogodziła i doszła do wniosku, ze niczego już przecież nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mercedes zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, bardzo sympatycznej osoby.
    To rzeczywiście szok, uświadomić sobie, że prosty żeglarz Edmund Dantes i hrabia Monte Christo to jest jedna i ta sama osoba. To tak niewiarygodne, że to musi być prawda. Tylko w jaki sposób się stał tym, kim teraz jest?
    Sama bym chciała dorwać te zapiski do ręki i przeczytać co tam jest. Jestem ciekawa, jakie też tajemnice skrywa?

    OdpowiedzUsuń

Zakończenie

Epilog Gdy skończyłem już lekturę rękopisu, to uśmiechnąłem się do siebie bardzo zadowolony i zarazem naprawdę usatysfakcjonowany, gdyż dzię...