sobota, 16 grudnia 2017

Rozdział 43

Rozdział XLIII

Dzienniki Jeana Chroniquera


23 lipca 1855 r. c.d.
Po przeczytaniu listu hrabiego de Monte Christo do mojej skromnej osoby, poczułem ogromną radość. To było tak, jakby oto samo niebo z rajem włącznie, otworzyło przede mną swoje podwoje. Oto nareszcie miałem okazję poznać tego tajemniczego i wielkiego zarazem człowieka, jakim był pan hrabia Monte Christo. Miałem prócz tego otrzymać też skrupulatną relację jego dziejów i to miałem ją dostać z pierwszej ręki, czyli od niego samego. Chyba nic bardziej w tej chwili nie mogłoby mnie jednocześnie zaskoczyć i uradować. Spodziewałem się spotkać w swojej podróży jedynie ludzi, których hrabia znał i jedynie od nich spodziewałem się dowiedzieć wszystkich informacji o interesującym mnie człowieku. To zaś, że będzie mi dane poznać samego pana de Monte Christo nie śniło mi się w nawet najbardziej śmiałych snach, ale cóż... Skoro los zsyłał mi taką szansę, nie miałem zamiaru jej zmarnować.
Podałem list do przeczytania Marcie. Ta zaś uśmiechnęła się do mnie czule i po lekturze papieru złożyła go na cztery i oddała mi.
- No cóż, najdroższy... - powiedziała - Nie zostało nam zatem nic innego, jak tylko popłynąć do Afryki i poznać tego pana osobiście. Jestem ciekawa, jaki on jest. Jak ci się wydaje?
Zastanowiłem się przez chwilę, nim odpowiedziałem.
- Coś mi mówi, że będzie przypominał jakiegoś orientalnego księcia żywcem wyjętego z kart „Baśni Tysiąca i Jednej Nocy”.
- Owszem, to możliwe - rzekła z uśmiechem na twarzy Marta - Chociaż przez tyle lat gust mógł mu się zdecydowanie i definitywnie zmienić.
- I to nie jest niemożliwe - pomyślałem na głos, po czym dodałem: - Najlepiej jednak zrobimy, jeżeli po prostu popłyniemy do Afryki i poznamy osobiście tego pana, nie wyciągając o nim zbyt pochopnie wniosków.
Spojrzałem na Jacopo i powiedziałem mu, czegóż to oczekuje od niego jego pan. Jacopo zaś uśmiechnął się tylko i ukłonił nam delikatnie, po czym rzekł:
- Nie ukrywam, moi państwo, że będzie to dla mnie wręcz ogromny zaszczyt przewozić moim skromnym jachtem wielce szanownych państwa i mówię to jak najbardziej poważnie. A zatem... Zapraszam serdecznie na pokład.
Nie mogliśmy nie skorzystać z tak serdecznego zaproszenia, dlatego udaliśmy się oboje na statek życzliwego nam Włocha. Wcześniej jednak spakowaliśmy i zabraliśmy ze sobą najważniejsza bagaże swoje oraz Marty. Wzięliśmy również służbę mojej ukochanej, bo ostatecznie nie mogliśmy jej pozostawić we Francji wtedy, kiedy sami podróżowalibyśmy po świecie. Napisałem też przy okazji krótki list do mojego ojca chrzestnego, w którym wyjaśniłem mu powody, dla których opuszczam kraj i kontynent, w którym się on znajdował, bo przecież nie mogłem opuścić Francji oraz całej Europy bez słowa wyjaśnienia mojemu pryncypałowi. Odpowiedzi nie otrzymałem, jednak pamiętałem doskonale, że przecież Alfons de Beauchamp dał mi zezwolenie podróżowania gdziekolwiek chcę i jak długo chcę (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku), bylebym tylko znalazł jak najwięcej informacji na temat hrabiego de Monte Christo. Wiedziałem więc, że uszanuje on moją decyzję, ale mimo to i tak wolałem go powiadomić o swoich poczynaniach.
Wsiedliśmy na pokład jachtu Jacopo, po czym jego kapitan rozlokował nas w naszych kajutach. Ponieważ ja i Marta byliśmy kochankami, to oboje zajęliśmy jedną kajutę. Prawdę mówiąc, to Jacopo sam nam ją przydzielił. Oczywiście, nie mówiliśmy mu nic na ten temat, że jesteśmy sobie na tyle bliscy, jednak on doskonale wszystkiego się domyślił. Trudno zresztą, żeby było inaczej. W końcu musiałby naprawdę być mało rozgarnięty, żeby nie domyślić się, jakie relacje łączą dwoje młodych ludzi płci obojga, którzy podróżują ze sobą we dwoje, tylko dla niepoznaki zaś otaczając się liczną służbą. Jacopo do głupców się bynajmniej nie zaliczał, dlatego też z ogromną wręcz łatwością przyszło mu domyślić się, co nas łączy. Domyśliwszy się zaś tego wszystkiego, rozlokował nas na swym statku w taki oto sposób, aby nam to odpowiadało.
- Mam tylko nadzieję, że wam będzie wygodnie na moim statku - powiedział zostawiając nas samych w naszej kajucie - Kolacja już niedługo, proszę państwa. Zapraszam na nią serdecznie.
Uśmiechnąłem się do Marty i bardzo mocno ją do siebie przytuliłem. Czułem się cudownie mogąc wraz z nią podróżować ku nieznanym lądom i to na pokładzie wspaniałego statku, ku spotkaniu z tajemniczym hrabią de Monte Christo. W moim sercu zbierało się wręcz ogromne podniecenie połączone z niecierpliwością. Nie mogłem się już doczekać, aby wreszcie poznać tego pana i historię jego życia. Spodziewałem się, że na pewno będzie ciekawa, porywająca i bardzo interesująca, a przynajmniej miałem taką nadzieję.
Gdy już nadszedł czas kolacji, udaliśmy się do kajuty kapitana. Jacopo miło nas przyjął i poczęstował najlepszymi potrawami, jakie tylko miał na pokładzie. Były one naprawdę smakowite. Świeże ryby wyłowione godzinę temu z morza, słodkie wino oraz kilka innych pysznych potraw.
- Jedzcie, państwo, śmiało. Proszę, nie krępujcie się - powiedział Jacopo bardzo życzliwie, dając rękoma znak, abyśmy rozpoczęli ucztę.
Skorzystaliśmy ochoczo z zaproszenie i jedliśmy, a kiedy skończyliśmy nasz posiłek, to Jacopo zapalił cygaro i wygodnie rozsiadł się na krześle.
- Do Afryki, proszę państwa, dopłyniemy dopiero za dwa dni. Z tego właśnie powodu chciałbym, aby ten czas przeszedł w sposób niezwykle dla nas przyjemny.
- Jesteśmy za to panu niewymownie wdzięczni, panie Jacopo. Bardzo panu za to dziękujemy - odpowiedziałem.
Jacopo uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
- Jeżeli pan sobie tego życzy, drogi panie Chroniqueur, to mogę zostać pana kolejnym informatorem i opowiedzieć panu teraz wszystko, co wiem o hrabim de Monte Christo. Nie wniesie to, być może, nazbyt wiele do pańskich wiadomości, jednakże bardzo liczę na to, że dowie się pan kilku niezwykle interesujących dla pana rzeczy. Co pan na to?
Nie muszę tu chyba wyjaśniać, że oczywiście ochoczo skorzystałem z jego propozycji i przyjąłem ją z pocałowaniem ręki - rzecz jasna, obyło się tutaj bez połączenia jego dłoni z moimi wargami, gdyż poprzestałem na podziękowaniu, a także wyjęciu dziennika i dokładnym zapisaniu tego, co nasz drogi kapitan zaczął mi opowiadać.

2 komentarze:

  1. Szybko się ze wszystkim uwinęli i wypłynęli w podróż do Afryki, aby zobaczyć się z hrabią i osobiście wysłuchać historii jego życia, a Jacopo okazał się naprawdę przydatny, bo nie dość, że ich tam zabrał, to jeszcze opowie im swoją historię, dzięki czemu Jean zdobędzie nowe informacje na temat hrabiego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, co zdradzi Jacopo?
    To musi być bardzo fascynujące, wiedza o tajemniczym hrabim Monte Christo, samo przebywanie u boku tej legendarnej postaci.
    Dla mnie historia hrabiego nie jest jedynie powieścią rozrywkową. To moralitet o sile zemsty. Że w świecie odwróconych wartości nie da się je zwalczyć, samemu po zło nie sięgając. Historia o odkupieniu, jak ze Starego Testamentu, bo zemsta staje się nadzieją.
    A w twojej wersji ta znana nam wszystkim dobrze historia nabrała nowych uczuć i barw.
    Jak to się wszystko potoczy dalej, Hubercie Kronikarzu?

    OdpowiedzUsuń

Zakończenie

Epilog Gdy skończyłem już lekturę rękopisu, to uśmiechnąłem się do siebie bardzo zadowolony i zarazem naprawdę usatysfakcjonowany, gdyż dzię...