28 lipca 1855 r.
Jak już wcześniej zapisałem w swoim dzienniku, poprzedniej nocy ja i Marta pogodziliśmy się ze sobą i bynajmniej wcale tego nie żałuję. Początkowo czułem do mojej ukochanej niechęć z powodu tych wszystkich głupkowatych kłamstw, jakimi mnie uraczyła podczas całej naszej podróży i czułem, iż nigdy jej tego nie wybaczę. Teraz jednak wiem, że nigdy bym sobie nie darował, gdybym zmarnował tak piękną i wspaniałą miłość, zesłaną mi przez los. Naprawdę szkoda by było utracić wierną oraz oddaną ukochaną z tak błahego powodu jak ten, który nas na pewien czas podzielił. Tak więc posłuchałem mądrej rady hrabiego Monte Christo i pogodziłem się z Martą. Godziliśmy się ze sobą jakieś dobre pół nocy, drugie pół przesypiając do rana nadzy i mocno do siebie przytuleni. Rano zaś udaliśmy się na śniadanie. Hrabia i Hayde ugościli nas najbardziej życzliwie, jak to tylko możliwe nie ukrywając przed nami, iż są bardzo zadowoleni z tego, że się pogodziliśmy. Nie musieliśmy im o tym mówić, ponieważ nasze spojrzenia, okraszone oznakami lekkiego niewyspania, mówiły same za siebie.
Po obfitym śniadaniu, pan hrabia udał się zająć swoimi obowiązkami, więc wiedziałem, że na prywatną rozmowę z nim nie nadszedł jeszcze czas, a zatem przyjdzie mi nieco poczekać, aby zechciał uczynić mi tę łaskę. W oczekiwaniu na tę chwilę, nie nudziłem się ani trochę. Moja słodka Marta robiła wszystko, aby umilić mi jakoś ten czas, a trzeba przyznać, że robiła to nad wyraz skutecznie. Razem więc wykąpaliśmy się w jeziorze, a potem pojechaliśmy oboje na konną przejażdżkę. Gdy wróciliśmy, hrabiego jeszcze nie było, wciąż bowiem był zajęty sobie tylko znanymi sprawami. Matka mojej ukochanej, szlachetna hrabina Hayde de Monte Christo zaprosiła nas na obiad, który zjedliśmy prowadząc przy tym miłą konwersację.
- Rozumiem, drogi panie Chroniqueur, że spodziewa się pan odbyć rozmowę z moim mężem na temat całego jego życia, mam rację? - zapytała Hayde, kiedy już skończyliśmy jeść obiad.
- Oczywiście, pani hrabino - odpowiedziałem - Miałem nadzieję na to, że pan hrabia zechce jeszcze dzisiaj odbyć ze mną rozmowę, która całkowicie uwieńczy wszystkie zdobyte przeze mnie dotychczas informacje.
Hayde popatrzyła na mnie i delikatnie się uśmiechnęła. Nawiasem mówiąc jej uśmiech strasznie mi kogoś przypominał. Spojrzałem na Martę i wiedziałem już doskonale, po kim moja ukochana odziedziczyła ten jakże rozkoszny, zniewalający i cudowny uśmiech. Gdybym miał jeszcze jakieś wątpliwości, że Marta jest córką Hayde, to teraz już wszystkie wątpliwości rozwiałyby się niczym pyłek na wietrze.
Hayde tymczasem dalej się uśmiechając delikatnie zapytała:
- Rozumiem, że w pana poczynaniach kieruje panem przede wszystkim, jeśli nie jedynie dziennikarska ciekawość, jednak wydawało mi się, że zebrał pan już bardzo dużo informacji na temat mego szlachetnego małżonka.
Uchyliłem delikatnie głową na znak, że jej przypuszczenia są słuszne, po czym odpowiedziałem:
- Tak też jest. Mam już dość dużo o nim wieści, jednak wciąż brak mi wielu istotnych faktów, które uzupełnią moje odkrycia. Liczyłem na to, iż dowiem się ich wszystkich od pana hrabiego.
Hayde popatrzyła na córkę, a potem na mnie. Marta zaś wzięła mnie za rękę i powiedziała:
- A może by tak moja mama opowiedziała ci swoją historię?
Uśmiechnąłem się wesoło, gdy to zaproponowała. To był doskonały pomysł. Żałowałem, że nie przyszedł mi on do głowy. Przecież hrabina Hayde na pewno wiedziała wszystko, a przynajmniej bardzo wiele o swoim mężu. Jej relacja może się zatem okazać niezwykle pomocna. Nawet jeżeli nie uzupełni ona wszystkich luk w wiadomościach, które dotychczas zdobyłem, to jednak z całą pewnością wniesie dużo do historii, która mnie interesuje. Inaczej mówiąc wiadomości, jakie posiada hrabina Monte Christo są na wagę złota.
Spojrzałem na Martę, a potem na Hayde.
- Pomysł twój wydaje mi się być doskonałym, droga Marto. Tylko czy twoja mama się na to zgodzi? Czy pani hrabina ma czas oraz chęć, żeby mi usłużyć swoją opowieścią?
Słysząc moje słowa Hayde zaśmiała się w sposób, który bardzo przypominał mi śmiech mojej cudownej wybranki.
- Skoro to pana tak nurtuje, panie Chroniqueur, to dlaczego pan po prostu o to nie zapyta? Proszę się nie obawiać, niech pan mnie zapyta. Niech się pan nie krępuje. Bez obaw, ja nie gryzę. Zazwyczaj.
Uśmiechnąłem się delikatnie. No tak, przecież mogłem śmiało zapytać panią hrabinę o to, czy zechce uraczyć mnie swoją opowieścią. Dlaczego ja na to nie wpadłem? Może dlatego, że poczułem lekki lęk połączony z wielkim poważaniem dla pani hrabiny, jak i również dlatego, iż czasami to najprostsze rozwiązania są zwykle najtrudniejszymi do wymyślenia?
Po tych wszystkich przemyśleniach zebrałem się na odwagę i zapytałem:
- A więc czy pani hrabina zechce opowiedzieć mi swoją historię?
- Oczywiście, że tak, panie Chroniqueur - odpowiedziała Hayde, wciąż się do mnie przyjaźnie uśmiechając - Chętnie podzielę się z panem skomplikowanymi kolejami swego losu.
Słysząc jej słowa, ucieszyłem się niczym małe dziecko na wieść o tym, że ma zaraz dostać nową zabawkę. Radośnie schwyciłem więc dziennik, wziąłem do ręki ołówek, po czym pełen podniecenia i radości w głosie powiedziałem:
- A zatem, pani hrabino, proszę opowiadać.
I zacząłem dokładnie zapisywać wszystko, co w tamtej chwili powiedziała do mnie moja kolejna rozmówczyni, hrabina Hayde de Monte Christo.
Jak już wcześniej zapisałem w swoim dzienniku, poprzedniej nocy ja i Marta pogodziliśmy się ze sobą i bynajmniej wcale tego nie żałuję. Początkowo czułem do mojej ukochanej niechęć z powodu tych wszystkich głupkowatych kłamstw, jakimi mnie uraczyła podczas całej naszej podróży i czułem, iż nigdy jej tego nie wybaczę. Teraz jednak wiem, że nigdy bym sobie nie darował, gdybym zmarnował tak piękną i wspaniałą miłość, zesłaną mi przez los. Naprawdę szkoda by było utracić wierną oraz oddaną ukochaną z tak błahego powodu jak ten, który nas na pewien czas podzielił. Tak więc posłuchałem mądrej rady hrabiego Monte Christo i pogodziłem się z Martą. Godziliśmy się ze sobą jakieś dobre pół nocy, drugie pół przesypiając do rana nadzy i mocno do siebie przytuleni. Rano zaś udaliśmy się na śniadanie. Hrabia i Hayde ugościli nas najbardziej życzliwie, jak to tylko możliwe nie ukrywając przed nami, iż są bardzo zadowoleni z tego, że się pogodziliśmy. Nie musieliśmy im o tym mówić, ponieważ nasze spojrzenia, okraszone oznakami lekkiego niewyspania, mówiły same za siebie.
Po obfitym śniadaniu, pan hrabia udał się zająć swoimi obowiązkami, więc wiedziałem, że na prywatną rozmowę z nim nie nadszedł jeszcze czas, a zatem przyjdzie mi nieco poczekać, aby zechciał uczynić mi tę łaskę. W oczekiwaniu na tę chwilę, nie nudziłem się ani trochę. Moja słodka Marta robiła wszystko, aby umilić mi jakoś ten czas, a trzeba przyznać, że robiła to nad wyraz skutecznie. Razem więc wykąpaliśmy się w jeziorze, a potem pojechaliśmy oboje na konną przejażdżkę. Gdy wróciliśmy, hrabiego jeszcze nie było, wciąż bowiem był zajęty sobie tylko znanymi sprawami. Matka mojej ukochanej, szlachetna hrabina Hayde de Monte Christo zaprosiła nas na obiad, który zjedliśmy prowadząc przy tym miłą konwersację.
- Rozumiem, drogi panie Chroniqueur, że spodziewa się pan odbyć rozmowę z moim mężem na temat całego jego życia, mam rację? - zapytała Hayde, kiedy już skończyliśmy jeść obiad.
- Oczywiście, pani hrabino - odpowiedziałem - Miałem nadzieję na to, że pan hrabia zechce jeszcze dzisiaj odbyć ze mną rozmowę, która całkowicie uwieńczy wszystkie zdobyte przeze mnie dotychczas informacje.
Hayde popatrzyła na mnie i delikatnie się uśmiechnęła. Nawiasem mówiąc jej uśmiech strasznie mi kogoś przypominał. Spojrzałem na Martę i wiedziałem już doskonale, po kim moja ukochana odziedziczyła ten jakże rozkoszny, zniewalający i cudowny uśmiech. Gdybym miał jeszcze jakieś wątpliwości, że Marta jest córką Hayde, to teraz już wszystkie wątpliwości rozwiałyby się niczym pyłek na wietrze.
Hayde tymczasem dalej się uśmiechając delikatnie zapytała:
- Rozumiem, że w pana poczynaniach kieruje panem przede wszystkim, jeśli nie jedynie dziennikarska ciekawość, jednak wydawało mi się, że zebrał pan już bardzo dużo informacji na temat mego szlachetnego małżonka.
Uchyliłem delikatnie głową na znak, że jej przypuszczenia są słuszne, po czym odpowiedziałem:
- Tak też jest. Mam już dość dużo o nim wieści, jednak wciąż brak mi wielu istotnych faktów, które uzupełnią moje odkrycia. Liczyłem na to, iż dowiem się ich wszystkich od pana hrabiego.
Hayde popatrzyła na córkę, a potem na mnie. Marta zaś wzięła mnie za rękę i powiedziała:
- A może by tak moja mama opowiedziała ci swoją historię?
Uśmiechnąłem się wesoło, gdy to zaproponowała. To był doskonały pomysł. Żałowałem, że nie przyszedł mi on do głowy. Przecież hrabina Hayde na pewno wiedziała wszystko, a przynajmniej bardzo wiele o swoim mężu. Jej relacja może się zatem okazać niezwykle pomocna. Nawet jeżeli nie uzupełni ona wszystkich luk w wiadomościach, które dotychczas zdobyłem, to jednak z całą pewnością wniesie dużo do historii, która mnie interesuje. Inaczej mówiąc wiadomości, jakie posiada hrabina Monte Christo są na wagę złota.
Spojrzałem na Martę, a potem na Hayde.
- Pomysł twój wydaje mi się być doskonałym, droga Marto. Tylko czy twoja mama się na to zgodzi? Czy pani hrabina ma czas oraz chęć, żeby mi usłużyć swoją opowieścią?
Słysząc moje słowa Hayde zaśmiała się w sposób, który bardzo przypominał mi śmiech mojej cudownej wybranki.
- Skoro to pana tak nurtuje, panie Chroniqueur, to dlaczego pan po prostu o to nie zapyta? Proszę się nie obawiać, niech pan mnie zapyta. Niech się pan nie krępuje. Bez obaw, ja nie gryzę. Zazwyczaj.
Uśmiechnąłem się delikatnie. No tak, przecież mogłem śmiało zapytać panią hrabinę o to, czy zechce uraczyć mnie swoją opowieścią. Dlaczego ja na to nie wpadłem? Może dlatego, że poczułem lekki lęk połączony z wielkim poważaniem dla pani hrabiny, jak i również dlatego, iż czasami to najprostsze rozwiązania są zwykle najtrudniejszymi do wymyślenia?
Po tych wszystkich przemyśleniach zebrałem się na odwagę i zapytałem:
- A więc czy pani hrabina zechce opowiedzieć mi swoją historię?
- Oczywiście, że tak, panie Chroniqueur - odpowiedziała Hayde, wciąż się do mnie przyjaźnie uśmiechając - Chętnie podzielę się z panem skomplikowanymi kolejami swego losu.
Słysząc jej słowa, ucieszyłem się niczym małe dziecko na wieść o tym, że ma zaraz dostać nową zabawkę. Radośnie schwyciłem więc dziennik, wziąłem do ręki ołówek, po czym pełen podniecenia i radości w głosie powiedziałem:
- A zatem, pani hrabino, proszę opowiadać.
I zacząłem dokładnie zapisywać wszystko, co w tamtej chwili powiedziała do mnie moja kolejna rozmówczyni, hrabina Hayde de Monte Christo.

Ciekawe, jakie to hrabia ma sprawy do załatwienia, skoro póki co nie ma czasu na rozmowę z Jeanem, ale dobrze, że przynajmniej Hayde zgodziła się opowiedzieć mu swoją historię i wnieść coś nowego do zdobytych przez Jeana informacji.
OdpowiedzUsuńCiekawe, jakie niespodziane fakty na temat męża wyjawi tajemnicza żona hrabiego Monte Christo?
OdpowiedzUsuń