sobota, 16 grudnia 2017

Rozdział 74

Rozdział LXXIV

Artykuł wklejony do dzienników Jeana Chroniqueura


TOŻSAMOŚĆ HRABIEGO MONTE CHRISTO ODKRYTA.

Przed siedemnastu latu w stolicy naszego kraju, przepięknym Paryżu, zawitał niezwykle tajemniczy oraz ekscentryczny człowiek, przedstawiający się jako hrabia de Monte Christo. Jego wizyta w naszej ojczyźnie zbiegła się jednakże z niemalże jednoczesnym upadkiem trzech niezwykle wpływowych ludzi, jakimi byli hrabia Fernand de Morcerf, baron Danglars oraz prokurator Gerard de Villefort. Do dziś nikt, a przynajmniej nie oficjalnie, nie połączył tych wszystkich wydarzeń z osobą naszego gościa z dalekich stron. Teraz jednakże, w świetle najnowszych ustaleń, poczynionych przez naszego korespondenta, Jeana Chroniqueura, wiemy już z całą pewnością, że upadek tych ludzi był ściśle związany z wizytą tego ekscentrycznego hrabiego w naszym kraju. Nie jest to oczywiście wcale dzieło przypadku. Człowiek podpisujący się nazwiskiem hrabiego Monte Christo przyczynił się bezpośrednio swoim działaniem do upadku tych trzech wielkich ludzi. Dlaczego jednak do tego doszło? Co takiego uczynili ci trzej możni panowie naszemu gościowi z dalekich stron, iż zechciał on ich zniszczyć?
Aby odpowiedzieć sobie na te pytania, oddajemy w tej sprawie głos naszemu korespondentowi, panu Jeanowi Chroniqueurowi.

RELACJA JEANA CHRONIQUEURA

Jakiś czas temu, na polecenie mego pryncypała, udałem się w podróż tropem hrabiego de Monte Christo. Podróż moja nie była łatwa, ponieważ po siedemnastu latach raczej niewielu pozostało w naszym kraju ludzi, którzy by pamiętali tego człowieka. Nie poddałem się jednak i uparcie dążyłem do realizacji powierzonego mi zadania. Mój szlak wiódł mnie różnymi tropami, od Paryża począwszy, poprzez Rzym prowadząc, a na Algierii kończąc. Podczas swojej wędrówki natknąłem się na wiele osób, które wciąż pamiętały wydarzenia sprzed wielu lat i umiały mi niezwykle dokładnie opowiedzieć je, jednakowoż ich relacje nadal pozostawiały wiele do życzenia, gdyż nie zawierały w sobie tych naprawdę ważnych dla mnie informacji. Zdobyłem je dopiero w dalekiej Afryce, do której przybyłem na wyraźne zaproszenie samego hrabiego Monte Christo, który dowiedział się o mojej podróży i postanowił udzielić mi wszelkich wyjaśnień na temat swej osoby. A oto, czego się od tego człowieka dowiedziałem:
Wbrew oczekiwaniom wielu ludzi z towarzystwa hrabia Monte Christo wcale nie jest Maltańczykiem, Egipcjaninem, Turkiem, Arabem, Włochem ani też żadnym cudzoziemcem. Jest naszym rodakiem, Francuzem. Urodził się on w Marsylii pod nazwiskiem Edmund Dantes. Na świat przybył jako syn Ludwika Dantesa i jego żony. Jako młodzieniec wstąpił na służbę do firmy handlowej „Morrel i syn“, pracował tam na statku „Faraon“, gdzie doczekał się stopnia II oficera. W roku 1815 jego dowódca, czyli kapitan Leclerc, zmarł i przekazał władzę na statku Edmundowi, budząc w ten sposób nienawiść zaborczego buchaltera nazwiskiem Danglars, który sam liczył na ten stopień. Kapitan powierzył również Dantesowi zadanie dostarczenia ważnego listu generałowi Bertrandowi, marszałkowi dworu Napoleona na Elbie. Edmund Dantes, jak na porządnego marynarza przystało, wypełnił wolę zmarłego dowódcy i w jego imieniu wziął od wyżej wzmiankowanego generała inny list, który miał przekazać panu Noirtier w Paryżu. Edmund Dantes, po przybyciu do Marsyli,i oficjalnie otrzymał od swojego pracodawcy stopień kapitana „Faraona“ oraz przepustkę, aby osobiście zawieźć list tajemniczemu panu Noirtier. Chciał wykorzystać ten czas także i na to, żeby ożenić się ze swoją ukochaną, Katalonką nazwiskiem Mercedes Herrera. Nie wiedział jednak, że w jego lubej kochał się już od dawna jej kuzyn, Fernand Mondego. Człowiek ten, na spółkę z Danglarsem oraz zawistnym sąsiadem Dantesów, krawcem Kacprem Caderoussem, przeprowadził spisek na Edmunda. Złożyli oni anonimowy donos na Dantesa, że jest on agentem Bonapartego. Wskutek tego, w dzień swoich zaręczyn, Edmund został aresztowany i dostarczony przed oblicze zastępcy prokuratora generalnego, Gerarda de Villeforta. Ów urzędnik, przesłuchawszy bohatera naszej opowieści, odkrył, iż list generała Bertranda jest do jego ojca, który posługiwał się wtedy nazwiskiem Noirtier. Bojąc się, że fakt ten może wyjść na jaw, co mogłoby zagrozić karierze ambitnego urzędnika, Villefort skazał biednego Dantesa bez sądu na dożywocie w zamku If, gdzie też tego samego dnia Edmund został zawieziony i zamknięty w tajemnicy przed całym światem.
W ponurym więzieniu, Dantes spędził czternaście lat. W międzyczasie poznał jednak współwięźnia, starego księdza rewolucjonistę nazwiskiem Faria. Z jego to pomocą drążył tunel ku wolności oraz posiadł ogromną wiedzę, dotychczas dla niego niedostępną. Faria przekazał mu całą swoją wiedzę, a także opowiedział mu o wielkim skarbie kardynała Cezara Spady, ukrytym na wyspie Monte Christo. W roku 1829, gdy Faria zmarł na apopleksję, Dantes zawinął się w jego pogrzebowy całun i jako nieboszczyk został wrzucony do morza (w taki oto sposób chowano zmarłych w zamku If). Udało mu się na szczęście wypłynąć na powierzchnię i z braku innej możliwości przyłączył się on do włoskich przemytników, którzy go wyłowili z wody. Z ich to pomocą przeżył kilka miesięcy, aż w końcu przybył na Monte Christo, gdzie wydobył skarb i zmieniwszy nazwisko na lord de Wilmore, postanowił odnaleźć swoich bliskich, w czym pomógł mu jego wierny kompan z kontrabandy imieniem Jacopo. Z jego to pomocą Dantes dotarł do Caderousse’a, od którego dowiedział się bardzo wielu interesujących go wiadomości, m.in. to, że Fernand Mondego poślubił Mercedes, zmienił sobie nazwisko na de Morcerf oraz otrzymał tytuł hrabiego, stopień generała oraz liczne związane z tym wszystkim zaszczyty, jak choćby członkostwo Izby Parów. Danglars zaś, opuściwszy firmę „Morrel i syn“ ożenił się, został baronem, z czasem założył własny bank i dorobił się wielkiego majątku, z kolei zaś Gerard de Villefort dostąpił zaszczytu zostania prokuratorem generalnym i rozpoczął wielką karierę. Natomiast Ludwik Dantes, ojciec Edmunda, zagłodził się na śmierć zrozpaczony fałszywą wieścią o zgonie syna, zaś pan Piotr Morrel zaczął bankrutować. Edmund jako lord de Wilmore wykupił wszystkie długi swego dawnego pracodawcy i pomógł mu (anonimowo rzecz jasna) stanąć ponownie na nogi, po czym wraz z wiernym Jacopem wyruszył w świat.
Podróż Dantesa trwała dziewięć lat. Przez ten czas dowiedział się on wielu kompromitujących informacji na temat swoich trzech ciemiężycieli: Danglarsa, Mondego i Villeforta. Gdy posiadał już wszystkie możliwe atuty przeciwko nim, to przybył do Rzymu na karnawał, gdzie pod nazwiskiem hrabiego de Monte Christo (który to tytuł wcześniej nabył) zawarł znajomość z młodym wicehrabią Albertem de Morcerfem i jego przyjaciółmi, dzięki którym udało mu się wejść na paryskie salony. Stamtąd zaś przeprowadził atak na swoich wrogów wykorzystując przy tym wiadomości, jakie zdobył. Najpierw sprytnie pomógł wejść na salony młodzieńcowi podającemu się za wicehrabiego Andreę Cavalcanti. Chłopak ów, nędznik i łajdak, był w rzeczywistości nieślubnym synem prokuratora de Villeforta, który próbował go zakopać żywcem w ogrodzie swojego domu i to zaraz po jego narodzinach. Młodzieniec ten był szantażowany z powodu swojej prawdziwej tożsamości przez Kacpra Caderousse’a, którego ostatecznie zamordował, za co stanął przed sądem, gdy prawda wyszła na jaw. Oskarżycielem rzekomego wicehrabiego był jego własny ojciec. Hrabia jednak dostarczył Benedettowi dokumenty potwierdzające jego tożsamość, dzięki czemu młodzieniec upublicznił zbrodnię swego ojca sprzed lat. Wydarzenia te spadły na pana prokuratora w tej samej chwili, kiedy to jego druga żona, pani Heloiza, rozpoczęła swą działalność trucicielską - zamordowała rodziców pierwszej małżonki swego męża, czyli państwa de Saint-Meran, a potem zaatakowała pana Noirtiera, jednak ten cudem wyszedł z tego cało (zamiast niego umarł otruty się jego służący). Później ofiarą trucizny stała się pasierbica Heloizy, panna Walentyna i tylko dzięki działalności hrabiego de Monte Christo, który za pomocą własnych źródeł odkrył prawdę o tych jakże nikczemnych postępkach, dziewczyna została ocalona od niechybnej śmierci, zaś Heloizę jej mąż zmusił do samobójstwa. Kobieta przedtem jednak zamordowała Edwarda, syna, którego to urodziła mężowi. Po tych wszystkich wydarzeniach Gerard de Villefort postradał zmysły i resztę życia spędził w domu dla obłąkanych.
W międzyczasie baron Danglars wskutek przebiegłej, giełdowej działalności hrabiego de Monte Christo, stracił dużą część swojego majątku i postanowił wydać swą jedyną córkę, Eugenię, za rzekomego wicehrabiego Cavalcanti. Gdy jednak prawda o nim wyszła na jaw, ośmieszony baron z resztką majątku porzucił żonę i córkę, aby uciec za granicę. Tam przetracił wszystkie swoje pieniądze, więc zaczął zarabiać na życie w sposób godny potępienia, za co ostatecznie otrzymał on zasłużoną karę, którą to obecnie odsiaduje w paryskim więzieniu.
Równocześnie hrabia Monte Christo wprowadził do paryskich salonów swoją podopieczną, piękną grecką księżniczkę Hayde. Niezwykła ta kobieta okazała się być córką Alego Paszy, u którego służył przed laty Fernand Mondego, późniejszy hrabia de Morcerf. Dzięki tej kobiecie hrabia Monte Christo odkrył, iż Ali Pasza został zdradzony i zamordowany właśnie przez hrabiego de Morcerfa, który to wcześniej dopuścił się jeszcze zdrady Francji pod Waterloo oraz zdrady Hiszpanii, która była jego ojczyzną - podłe te uczynki nie zostały nigdy ukarane, a przyniosły Fernandowi Mondego same zaszczyty i bogactwa. Hrabia Monte Christo więc z przyjemnością, mszcząc przy tej oto okazji własne krzywdy, z pomocą księżniczki Hayde ujawnił te wszystkie fakty publicznie oraz udowodnił je przed Izbą Parów. Podły hrabia de Morcerf został ośmieszony. Jego syn próbował w pojedynku na śmierć i życie z panem Monte Christo pomścić swego nikczemnego rodzica, jednak dzięki szczerej rozmowie ze swoją matką zrezygnował z tego, pomimo faktu, iż ze względu na dawne uczucie do hrabiny de Morcerf, bohater naszej historii był gotów nawet pozwolić się zabić synowi swojej wielkiej miłości, byle tylko nie zadawać jej cierpienia. Na szczęście nie doszło do tego, a sam hrabia de Morcerf popełnił samobójstwo.
Po tych wszystkich wydarzeniach, gdy już ukarał niegodziwców, pan hrabia de Monte Christo połączył jeszcze w szczęśliwy związek małżeński zakochanych w sobie już od dawna Maksymiliana Morrela (syna swojego dawnego pryncypała) oraz pannę Walentynę de Villefort, którą to cudownie ocalił od śmierci z rąk jej macochy. Upewniwszy się, że wszyscy mu bliscy prowadzą już spokojne oraz dostatnie życie, wyjechał do Algierii, gdzie zamieszkał z księżniczką Hayde, którą poślubił. Obecnie żyją tam szczęśliwi razem ze swymi bliskimi i oby tak było już zawsze po kres ich dni, czego my, autor tegoż artykułu, szczególnie im życzymy.
Oto jak wyglądają losy człowieka, który siedemnaście lat temu zawitał do naszego kraju, aby odpłacić pięknym za nadobne trzem podłym nędznikom, którzy zniszczyli mu życie. Nie żałujmy ich, gdyż nie są tego warci. Współczujmy za to hrabiemu de Monte Christo, gdyż nie zasłużył on na to wszystko, co go spotkało. Zemsta jego była zaś jak najbardziej słuszna. Na pewno niektórzy zechcą go potępiać za to, co zrobił, jednak my tego nie róbmy, gdyż ilu z nas, będąc na jego miejscu nie postąpiłoby tak samo? Niech każdy w swoim sercu sam odpowie sobie na to pytanie, a gdy już to zrobi, to niech sam stwierdzi, czy lubi hrabiego Monte Christo, czy też nie.
Tymi oto słowami kończymy naszą historię mając nadzieję, że każdy, kto ją przeczytał, zaspokoił swoją ciekawość na temat tego niezwykłego pod każdym względem człowieka oraz lepiej dzięki temu go zrozumie, bo w końcu zasługuje on na to.

Jean Chroniqueur.

2 komentarze:

  1. Jean krótko i treściwie przedstawił najważniejsze wydarzenia z życia hrabiego, wyjaśniając kim on był tak naprawdę i dlaczego postanowił zemścić się na swoich wrogach, którzy okazali się być wyjątkowo podłymi i nikczemnymi nędznikami. Dzięki artykułowi Jeana wszyscy dowiedzą się, że ich upadek wcale nie był przypadkowy, tylko stał się częścią działalności hrabiego, który dążył do tego, by obnażyć przed społeczeństwem ich niegodziwe występki, dzięki czemu dokonał na nich osobistej zemsty za krzywdy, jakich przez nich doznał, choć to że był gotów pozwolić zabić się Albertowi, tylko dlatego, że był ukochanym synem jego pierwszej miłości, było naprawdę bardzo szlachetnym gestem z jego strony i za to właśnie należy go podziwiać. Do tego jeszcze uszczęśliwił Maksymiliana i Walentynę, a jego ojca uchronił przed całkowitym bankructwem, odpłacając mu się w ten sposób za dobro, jakie od niego doznał, zanim został skazany i zamknięty w twierdzy If, mimo że nie popełnił żadnej zbrodni ani występku, w przeciwieństwie do tego, który go skazał w obawie przed utratą dobrego imienia i opinii, tak że miał pełne prawo zemścić się zarówno na nim, jak i na tych, którzy postanowili złożyć fałszywy donos na jego temat, bo oni również doprowadzili do jego uwięzienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy to już ostateczny koniec tej wspaniałej przygody?
    Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Może to mało chrześcijańskie, ale wszyscy kibicowaliśmy hrabiemu, gdy dokonywał aktu zemsty na swych wrogach.
    Jemu nikt nie zwróci tych zmarnowanych lat, które przesiedział niewinnie w wiezieniu, gdy tymczasem jego prześladowcy bawili się świetnie, robili interesy i zakładali rodziny. Musieli ponieść za to karę. Nie można było inaczej. Odpuścić im, to pozwolić złu i ludzkiej podłości wygrać. A nie można tak zrobić. Źli muszą wiedzieć, że spotka ich zawsze sprawiedliwość za to, co zrobili swoim ofiarom.
    Sama postać hrabiego jest jedną z najbardziej fascynujących w dziejach światowej literatury. Bo kto by się spodziewał, że ten bogaty człowiek to prosty żeglarz Edmund Dantes? Wydają się być od siebie tak różni, a jednak...

    OdpowiedzUsuń

Zakończenie

Epilog Gdy skończyłem już lekturę rękopisu, to uśmiechnąłem się do siebie bardzo zadowolony i zarazem naprawdę usatysfakcjonowany, gdyż dzię...